- Autobusem,
- Motorbikiem,
- Samochodem samemu go prowadząc,
- Samochodem z kierowcą
Wersji z autobusem nie próbowaliśmy, ale działa to z grubsza tak, że w miastach są punkty, gdzie można sobie wsiąść do takiego autobusu - można powiedzieć, że takie przystanki, ale nie należy tego kojarzyć z przystankiem warszawskim z wiatą :). Myślę, że kojarzenie tych przystanków nawet z przystankami PKSu na suwlaszczyźnie mogłoby być błędne, chociaż już bliższe prawdy. Przejazdy mają ceny w zakresie 50-300 tys. rupii głównie zależnie od odległości. W miastach są specjalne punkty gdzie można sobie zabookować miejsce w takim autobusie i przynajmniej w centrum Ubud jest ich dość sporo.
Motorbike, to tutaj podstawowy sposób poruszania się. Po pierwsze jest to środek niezbyt drogi, do kupienia dla miejscowych - oczywiście raczej starszy sprzęt bez specjalnych udogodnień. Dla turystów jest sporo wypożyczalni gdzie można sobie taką maszynę wypożyczyć. Cena wynajmu na miesiąc to około 600 tys. rupii, czyli jakieś 20 tys. dziennie. Przy wynajmie na krócej nie ma co liczyć na takie ceny - przeważnie rosną one do ok. 60 tys. / dzień. Maszyna ma bak o pojemności ok 2-3 litrów :), a cena benzyny to niecałe 5 tys. rupii, czyli jakieś 1,75zł. Raj po prostu, ale to zapewne dlatego, że w tym kraju w paliwie nie ma VATu, podatku drogowego, podatku na autostrady, podatku od luksusu, składki na fundusz gwarancyjny i jeszcze kilku innych opłat dzięki, którym rozmaite instytucje w Polsce się bogacą.
Mając w głowie polskie zasady jazdy nie bardzo przekonywało mnie twierdzenie Mirka, że wynajmiemy sobie motorbike'a na miejscu i będzie pięknie, a samochód to jest raczej zły pomysł. No bo jakże pomieścić się we trójkę (ja, Mżonka i mała Maja, na dzień dzisiejszy 16-miesięczna) na takiej kosiarce? A jakiś kask dla takiego malucha? Nie, nie, nie do pomyślenia.
Dziś już tak nie myślę :). Po pierwsze nie wyobrażasz sobie drogi czytelniku co potrafią Balijczycy przewozić na tych maszynach. Widywaliśmy 4-5 osobowe rodziny, obwoźną kuchnię, kilka worków cementu, ktoś wiózł ramę okienną (konkretnie trzymał ją pasażer), a jeszcze inny mistrz wiózł pęk zbrojeń na jakąś budowę trzymając za sobą jedną ręką, a drugą prowadząc... Po drugie kasków używa tutaj kto chce. Kto nie chce nie używa. Powszechniejsze są na trasach, w mieście myślę, że ok. 50% ludzi używa. Wynika to po trosze z tego, że tutaj praktycznie nie rozwija się prędkości większych niż 50 km/h, a przeciętna myślę oscyluje w okolicach 30-40 km/h, więc nie ma wielu niebezpieczeństw. Po trzecie, przynajmniej jeśli chodzi o Ubud, to rzeczywiście samochód jest pomyłką. Uliczki tutaj są wąskie, miejsca parkingowe są głównie dla motorków, a sama jazda niewygodna z uwagi na panoszące się wszędzie motorki potrafiące znaleźć się dosłownie z każdej strony samochodu. Ruch w Ubud oddaje dobrze te kilka poniższych zdjęć.
Tak więc przekonaliśmy się do koncepcji motorka bardzo szybko i już dwa dni po przybyciu byliśmy szczęśliwymi najemcami takiej maszyny. Ja oczywiście zostałem naczelnym kierowcą, choć nigdy na czymś takim nie jeździłem. Nauka podstaw zajęła mi kilkanaście minut w dużej mierze dzięki temu, że skuter miał automatyczną skrzynię i każdemu kto się będzie chciał na to zdecydować polecam tę wersję. Maszyna taka jest bardzo bezproblemowa. Po jakichś 3-4 dniach ćwiczeń odważyłem się zabrać na maszynę moje dziewczyny i jeździ nam się coraz lepiej.
Do wypożyczenia oprócz miejscowej waluty niezbędny jest paszport, a do poruszania wskazane jest posiadanie międzynarodowego prawa jazdy (do uzyskania w Polsce za ok. 20 zł w czasie kilku dni w tym samym urzędzie, który wydaje normalne prawa jazdy. Podobno nieuznawane tutaj jest europejskie prawo jazdy, które prezentuje się o niebo profesjonalniej). Ostatecznie załadowany turystami z dzieckiem motorek wygląda mniej więcej tak :).
Inna bajka to sama jazda tutaj. Pierwsza sprawa to fakt, że ruch jest lewostronny, czyli pierwsza przeszkoda, bo wszystko jest odwrotnie. Druga sprawa to trochę inne znaki, ale na szczęście jest ich niewiele. I trzecia sprawa - najlepsza: ruch tutaj odbywa się wg bardzo luźnych zasad, co przekłada się na następujące reguły:
- jedzie ten kto jedzie. Im bardziej pewnie tym bardziej ma pierwszeństwo :). Reguła opisana przez Mirka.
- Jeśli ci wygodnie to jedź pod prąd - inni się zorientują (w zasadzie dotyczy tylko motorków).
- Chcesz skręcić w prawo? Wcale nie musisz się ustawiać do osi jezdni - po prostu dojedź sobie do prawej krawędzi i złap moment. Jedź trochę pod prąd, bo tak łatwiej wjechać. Reszta się zorientuje.
- Omijać przeszkody możesz z dowolnej strony. Wyprzedzać też. Dotyczy przede wszystkim motorów wyprzedzających samochody. Dlatego właśnie samochodem jeździ się trudno :).
- Jeśli spodziewasz się, że ktoś cię nie widzi (na przykład zza zakrętu) to lepiej profilaktycznie zatrąb - możliwe, że samochód z naprzeciwka kosi sobie zakręt, bo tak jest prościej. Możesz też mrugać światłami.
- Kierunkowskazów używaj wedle uznania. W skuterach i tak się same nie wyłączają, więc 30% innych użytkowników ruchu jeździ z kierunkowskazem włączonym w kierunku, w którym się nie udaje (ze mną włącznie :)). A jak jedziesz prosto na skrzyżowaniu możesz włączyć awaryjne - bo wtedy mruga z obu stron co oznacza, że jadę i w prawo, i w lewo, czyli krócej mówiąc prosto :).
Jak widać ruch jest przeuroczy, ale zupełnie bezkolizyjny i zaskakująco płynny. Podstawowa reguła to jedź płynnie i przewidywalnie - inni sobie poradzą. Co wspaniałe tutaj, to nikt się nie denerwuje i na nikogo nie krzyczy, a trąbienie ma głównie na celu zwrócenie uwagi "jestem tu, nie przejedź mnie proszę".
W dodatku w wielu miejscach motory mają preferencyjne warunki - nie raz spotkaliśmy znaki zakazu wjazdu z tabliczką, że nie dotyczy motorów. Poza tym są miejsca gdzie parkować mogą tylko motory.
Ogólnie jest to bardzo dobry wynalazek, również ekonomiczny w eksploatacji. Pewnej przyjemności mogą zażyć tutaj wielbiciele motocykli, bo nie trzeba się ubierać w fikuśne zbroje i nie ma ryzyka, że jakiś rozpędzony idiota w nas uderzy, bo tu się nikt nie rozpędza - za dużo dziur w drodze :).
Mżonka pragnie by zaznaczyć, że dużą przyjemnością jest jazda na motorku w upalny duszny dzień, ale oczywiście dla równowagi w czasie deszczu przyjemność jest wątpliwa, chociaż tubylcy opanowują i ten problem specjalnymi foliowymi pelerynkami i "celofanowymi" spodniami.
Z tego powodu w czasie pory deszczowej na dłuższe wycieczki swoje zalety ma samochód. Aut jest dużo mniej niż motocykli, choć Mirek twierdzi, że jeśli chodzi o Ubud, to dwa lata temu było ich jednak widocznie mniej niż teraz. Najczęściej występują tutaj marki japońskie: toyota, suzuki, isuzu, daihatsu, chociaż często są to modele w Polsce praktycznie nieznane.
Samochód można wynająć z kierowcą (cały dzień ma bardzo różne ceny, najczęściej oscylujące wokół kwot 300 tys - 1 mln rupii) lub bez (jeden dzień to ok. 150-200 tys. rupii). Decydując się na jazdę samodzielną trzeba pamiętać, że są to samochody przeznaczone do ruchu lewostronnego. Druga kwestia to kiepskie oznaczenie kierunkowe tutejszych dróg - znaków nie ma w ogóle albo są dobrze ukryte w koronach drzew :). Na szczęście ten problem pomagają rozwiązać lokalesi, przy czym chyba warto się nauczyć nazw kierunków po indonezyjsku, bo często będą to non-english speaking lokalesi ;).
Oczywiście analogicznie wersja z kierowcą ma tę uroczą zaletę, że tubylcy świetnie znają tutejsze drogi i zasady ruchu, więc jazda z nimi idzie bardzo gładko. Problem pojawia się głównie wtedy, gdy chcemy zrobić kilkudniową wycieczkę na przykład dookoła Bali.
Do poruszania się lokalnie po Ubud można jeszcze wykorzystać taksówki, z której nie korzystaliśmy. Ludzie piszą, że lepiej korzystać z korporacji, których taksówki są oznaczone (zazwyczaj napisem TAKSI) i przede wszystkim posiadają taksometry. Są też panowie wzdłuż dróg pytający "Taksi? Transport?". Ci bardziej wyluzowaniu zrobili sobie już tabliczki, które tylko pokazują turystom :). Mirek twierdzi, że oni to chyba cały dzień tak siedzą i czekają na tego jednego naiwnego turystę, którego jak przewiozą to już mogą zaliczyć dzień do udanych :).
Podobno istnieje też możliwość wypożyczania rowerów, ale na ten temat nic nie wiemy.
Drogi są generalnie wąskie i dość dziurawe, a ze względu na ukształtowanie terenu często bywają strome i kręte. Ale trzeba przyznać, że tubylcy mają fantazję jeśli chodzi o zdobienie większych skrzyżowań. Na środku trójkątnego skrzyżowania nieopodal naszego mieszkania stoi na przykład taki oto "skromny" pomnik Ardźuny:
Robi wrażenie, prawda?





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz