środa, 29 grudnia 2010

Pura, Pura, Pura

Pura w języku indonezyjskim oznaczą "świątynia". Na Bali jak już wspominałem panuje specyficzne wyznanie będące połączeniem buddyzmu i hinduizmu. Według jednego z naszych przewodników buddyści dotarli na Bali pierwsi i wprowadzili tutaj swoją religię, a chwilę później dotarli hindusi, którzy wprowadzili swoje wyznanie. Zapewne w ten sposób doszło do połączenia różnych aspektów tych religii do postaci balijskiego hinduizmu. Religia ma ogromny wpływ na życie tutejszych ludzi. Samych świątyń na tak niewielkiej wyspie jest podobno blisko 10 000 - na dobrą sprawę chyba nikt nigdy tego nie policzył.

niedziela, 26 grudnia 2010

Pogoda na Bali

Ponieważ parę osób już pytało o szczegóły pogody na Bali i pytania się powtarzały pomyślałem, że napiszę kilka słów na ten temat.

piątek, 24 grudnia 2010

środa, 22 grudnia 2010

Plażowanie na Bali

W miniony weekend postanowiliśmy nieco poplażować. W końcu Bali to wyspa i wokół niej jest mnóstwo wody, w szczególności słonej.

czwartek, 16 grudnia 2010

Padang Bai na weekend

Wyjeżdżamy na weekend do Padang Bai. Niestety uruchomienie Internetu mobilnego nie powiodło się. W związku z tym kontakt z nami będzie bardzo ograniczony, być może tylko do telefonu/sms. Prawdopodobnie wrócimy w niedzielę.

Bali ZOO

Bali ZOO to niesamowicie atrakcyjne miejsce tak dla dorosłych jak i dla dzieci. Wybraliśmy się tam całą trójką 14.12. Fantastyczną rzeczą w tym ZOO jest jego interaktywność, której nie spotkaliśmy w żadnym innym ZOO, które mieliśmy okazję odwiedzić.

niedziela, 12 grudnia 2010

Zdjęcia z Londynu

Nie było okazji wcześniej wgrać zdjęć z Londynu, ponieważ nasz londyński Internet mimo, że drogi był kiepski. Tutejszy (balijski) tani (w cenie pokoju) Internet hula znacznie lepiej (chociaż nie bez zarzutu - wideo się nie bardzo chce wgrywać). Dzięki temu udało nam się uzupełnić galerię zdjęć z Londynu. Pogoda była słaba - zimno i szaro, więc zdjęcia są dalekie od ideału.

http://tnij.org/je43

sobota, 11 grudnia 2010

Nasze mieszkanie w Ubud

Mieszkamy w miejscowości Ubud w czymś co nazywa się Tirta Arum Guest House i jest w zasadzie odpowiednikiem polskich pensjonatów. Są tutaj między innymi dwa takie mieszkanka:

http://www.villatirtaarum.com/ubud-guesthouse/tirta-arum-guest-house-photos-and-overviews/deluxe-arum.html

Ubud - Bali

W jednym zdaniu pierwsze wrażenie można opisać: "Jakoś tu inaczej".

Kwiatki, które rosną u nas w doniczkach stanowią tu zwykłą roślinność, oczywiście w dużo większym rozmiarze, wszędzie widać drzewa bananowców i palmy z żółtymi kokosami. Drogi są wąskie, mniejsze nie mają chodników wcale, a te główniejsze na poboczach mają poukładane nierówne płyty. Nikt tu nie chodzi pieszo, wszyscy jeżdżą skuterami. Oczywiście ruch jest odwrotny niż u nas więc wydaje się, że ciągle ktoś jedzie pod prąd. Tubylcy jeżdżą jak chcą bez kierunków, slalomem, na jednym motorku może siedzieć czteroosobowa rodzina lub może on służyć jako półciężarówka i przewozić pokaźny pakunek. Nie należą do rzadkości ani dziury ani stosy śmieci przy drodze. Na początku sprawia to wszystko wrażenie ogólnego chaosu. Po kilku dniach można sie oswoić.

piątek, 10 grudnia 2010

Starty, lądowania i tak 8 razy

Podróż na drugi koniec świata nie jest taka trudna, nawet z małym dzieckiem.

Początkowy lot z Warszawy do Londynu nie trwał długo, a że zostaliśmy w Anglii na dwa dni, to lot prawie w ogóle nie dał się nam we znaki. Maja usnęła na starcie i te kilka godzin lotu była bardzo grzeczna. Było to moje pierwsze doświadczenie z lataniem. W sumie byłam zaskoczona jak gładko samolot wzbija się w powietrze, nie specjalnie odczuwałam zmianę ciśnienia ani na starcie ani przy lądowaniu. Zresztą lądowanie przysparzało możliwości oglądania panoramy miasta, tak że całkiem zapomniałam o jakimkolwiek zdenerwowaniu. Był to po prostu niesamowity widok pięknie oświetlonej metropolii, najpierw zarysowane linie ulic, później, im niżej się znajdowaliśmy, tym dokładniej było widać oświetlenie budynków, latarnie, samochody... żaden taras widokowy nie zapewni takich wrażeń :).

poniedziałek, 6 grudnia 2010

Londyn dzień drugi

Dzisiaj mamy lepsze nastawienie do tego miasta. No i kupiłem przejściówkę, dzięki czemu możemy coś napisać :).

niedziela, 5 grudnia 2010

London welcomes

Wylądowaliśmy. Lot generalnie udany. Nasza córa zniosła go bardzo przyzwoicie. Mama też :). LHR to generalnie wielgachne lotnisko, ale na szczęście dość dobrze opisane więc nie było dużego problemu z odnalezieniem się. Spory pozytyw to to, że bezpośrednio z lotniska odchodzi metro. Z negatywów to to, że jest dość mało estetycznie, jest raczej brudnawo, szarawo i ogólnie niezbyt ładnie. Całe lotnisko jest prawdę mówiąc średnio dostosowane do przewożenia sporej ilości bagażu.

sobota, 4 grudnia 2010

Przed wyjazdem

Lekko nie jest.

Większość gratów spakowana. Wbrew pierwotnym podejrzeniom 20kg bagażu na osobę to mało. Zwłaszcza jak się bierze sprzęt nurkowy i dziecko. Powstały 2 walizki po 20 kg, plecak 10kg i 3x6kg bagażu podręcznego. Łącznie 68 kg bagażu :), a i tak statyw się nie zmieścił. Ciekawe jak się z tym będziemy przemieszczać.

Jeszcze się popsuł stacjonarny Internet, ale na szczęście Internet z patyka ratuje życie.

Stresik lekki jest, bo przez ten cholerny śnieg opóźnienia na Okęciu, opóźnienia na Gatwick, no i problemy z dojazdem na Gatwick też mogą wystąpić. A mnie trochę zaczyna boleć gardło i głowa - oby to nie przeziębienie żadne. Nic to, na zapas się martwić nie będziemy. Zawsze się można pocieszyć, że do Hiszpanii ani Finlandii nie lecimy...

Jutro 14:50 wylot z Okęcia. Zobaczymy co będzie.