piątek, 24 grudnia 2010

Nurkowanie na Bali

OK, w takim razie zgodnie z obietnicą trochę informacji i wrażeń z nurkowania na Bali.

Ten post dotyczyć będzie w sumie tylko dwóch nurkowań, które udało mi się póki co zrobić w Padang Bai. Post troszkę rozczaruje niestety tych, którzy liczą na śliczne podwodne zdjęcia, a powody są dwa. Po pierwsze aparat, którym dysponuję dzięki uprzejmości Krzysztofa jest aparatem kliszowym, co oznacza, ze trzeba wywołać film i zdigitalizować :). Jak można się domyślać wykonanie tego na Bali proste nie jest, poza tym nie skończyłem jeszcze filmu. I tutaj przechodzimy do drugiego powodu - niestety w trakcie nurkowania aparat się zaciął i rozblokować zdołałem go dopiero na powierzchni po otwarciu obudowy, czyli nie wiadomo co tak naprawdę ostało się na kliszy. No cóż, tyle rozczarowania - przejdźmy to części przyjemniejszej :). Posta postaram się wzbogacić cudzymi zdjęciami tego co akurat miałem okazję zobaczyć :).

Nurkowanie miało miejsce w Padang Bai. Z nurkowaniem tutaj nie ma dużego problemu, ponieważ wzdłuż brzegu na długości 500m minąłem chyba z 10 punktów organizujących nurkowania, a kolejne były nieco dalej od brzegu. Mamy tutaj zarówno wyglądające poważnie punkty prowadzone zapewne przez ludzi z zagranicy, jak i lokalne punkty prowadzone przez miejscowych. Ceny są dość zunifikowane. Generalnie na Bali należy się niemal wszędzie targować, ale z radości, że zaraz zanurkuję zapomniałem spróbować i nie wiem czy da się z tych cen coś urwać.

Pierwsza ważna uwaga jest taka, że jeśli tu nie nocujesz, lepiej spróbować się wywiedzieć kiedy polecane jest wykonanie nurkowania. Kiedy ja nurkowałem ruszaliśmy o godzinie 9 i pierwsze nurkowanie miało miejsce o 10, a drugie o 12. Jest to o tyle ważne, że nurkujemy w morzu/oceanie, co oznacza, że będziemy mieli do czynienia z pływami. W szczególności w trakcie przypływu wzbijane są duże ilości piachu, który pogarsza widoczność. Oczywiście za pieniążki chętnie poprowadzą nurkowanie w czasie pływu, ale przyjemność to z pewnością  mniejsza i zmęczyć też się trzeba, w szczególności, jeśli chce się płynąć gdzie indziej niż niesie woda.

Druga przydatna uwaga jest taka, że ponieważ sport do tanich nie należy, trzeba mieć ze sobą dostatecznie dużo waluty, inaczej wpadniemy w koszta dodatkowe. Nie wiem czy w Padang Bai jest jakikolwiek bankomat, a jeśli będziemy mieli walutę (np. USD), to niestety kursy są dość nieatrakcyjne, chociażby w porównaniu z takim Ubud.

Oba nurkowania z obiadem kosztowały 500 000 IDR, czyli ok. 55 USD. Nurkuje się generalnie w ścisłej okolicy Padang Bai. W moim przypadku pierwsze nurkowanie miało miejsce w okolicach plaży Blue Lagoon, a drugie w okolicach plaży Bias Tegul (patrz: Plażowanie na Bali). Była to cena z własnym sprzętem - dostawało się tylko powietrze i balast. Bez sprzętu można również sobie zanurkować, wtedy cena wynosi za takie nurkowania 75USD, czyli 20USD różnicy. I to jest poziom różnicy cenowej, jeśli chodzi o nurkowanie z własnym sprzętem, a nurkowanie ze sprzętem wypożyczonym. Może przyda się to komuś kto rozważa czy tachać przez pół świata własny sprzęt :). Z pewnością nie ma sensu brać butli ani balastu. Sprzęt na miejscu dostępny, jest raczej wysłużony, ale zdatny do użytku. Osobiście polecam jednak wziąć własne ABC, dlatego, że ten sprzęt psuje się najszybciej. Koleżanka z Niemiec, która wspólnie ze mną nurkowała dostała maskę z wypożyczalni no i niestety puściły w trakcie nura paski, a gwarantuję, że zostanie bez maski i nagły zalew w słonej wodzie jest wątpliwą przyjemnością. W dodatku jest jeszcze kwestia dopasowania tej maski. A w końcu przyjeżdżamy nacieszyć się widokami. Efekt był taki, że nurkowanie zakończyliśmy ok. 10-15 minut wcześniej. Jeśli chodzi o cenę intra nurkowego, to również wynosi ona 75 USD (dość drogo jak na polskie warunki, gdzie taka atrakcja kosztuje ok. 100 zł).

Tłumów raczej nie ma, ja nurkowałem z przewodnikiem i ową Niemką, także pod wodą była nas trójka. Jak dla mnie w sam raz.

Co ciekawe nikt nie sprawdzał żadnych dokumentów. Okazanie uprawnień nie było potrzebne, a tym bardziej badań lekarskich.

Jeszcze o samych technikaliach nieco. Użyłem pianki Mares 5mm + buty 5mm. Przed wyjazdem główkowałem czy lepsze 5mm czy 3mm. Ludzie wspominali, że w 3 mm można zmarznąć, ale teraz mam podejrzenie, że oni musieli być z Australii ;). Mam wrażenie, że dla nurka "europejskiego" 3mm z powodzeniem wystarczą, ale w tych 5mm się nie przegrzałem. Kaptur, rękawiczki i latarka były zbędne. Warto wziąć pod uwagę, że woda w tym regionie ma zmienną temperaturę. Teraz była akurat ciepła bo średnio 25 stopni C, natomiast są miesiące kiedy spada o kilka stopni.

Ogólna konfiguracja, która się sprawdziła:
Mares 5mm
Buty 5mm
Cressi Frog
Cressi Focus
Halcyon Evolve
Apex XTX 200

Nurkowanie odbyło się z tradycyjnej balijskiej łodzi jukung. Ze względu na umieszczone po bokach bambusowe płozy odpowiedzialne za stabilność łodzi nie podejmowałem się wychodzenia tyłem z łodzi. Pan kapitan podał po prostu sprzęt do wody. Zresztą założenie sprzętu w łodzi jest raczej mało wygodne, bo jest ona bardzo wąziutka. Łódki pływają dość szybko, więc w ciągu 5-10 minut byliśmy we właściwym miejscu.

Pierwsze nurkowanie trwało 38 minut (niestety skróciło się przez usterkę maski koleżanki) z maksymalną głębokością 22 m. Jeśli jest to nurkowanie widokowe to w zasadzie większe głębokości i tak nie mają sensu, ze względu na usytuowanie koralowców. Dla osób takich jak ja, czyli przyzwyczajonych do polskich wód różnica jest ogromna. Pierwsze spostrzeżenie to oczywiście praktycznie nieosiągalna w Polsce widoczność wynosząca 30m, a może więcej. Druga sprawa to oczywiście to wszystko, co dzięki tym warunkom widać. Trudna do oszacowania liczba gatunków ryb i korali cieszy oko ogromnym zróżnicowaniem kolorystycznym. Przewodnik starał się odnajdywać dla nas najbardziej niezwykłe, ukryte gatunki morskich zwierząt, co udawało mu się niezwykle dobrze.

Na początku udało nam się spotkać świetnie ukrytą Lionfish.

(zdj. Wikipedia)
Drugim fascynującym stworzeniem był Frogfish. Ta przedziwnej urody, znakomicie maskująca się ryba do żaby podobna jest nieco z uwagi na przednie płetwy, które przypominają żabie nogi, a używane są troszkę jak łapy. Ta ryba bardziej chodzi, niż pływa. A najbardziej lubi się nie ruszać, tylko spoczywać na dnie.

Nie jest to dokładnie ta ryba, ale ta jest najbardziej podobna.
(zdj. Wikipedia)
Kolejnym napotkanym stworzeniem był ogromnych rozmiarów grouper, którego pojawienie się naprawdę robi wrażenie.

(zdj. Wikipedia)
W okolicach dużych raf, krążyły przezabawnej konstrukcji ryby, zwane trumpetfish. Te które ja widziałem, nie były tak żółte jak ta ze zdjęcia i miały fioletowy ogon.

(zdj. Wikipedia)
Na całej rafie występowały bardzo liczne gatunki mniejszych i większych ryb, z których niestety większości nie potrafię odnaleźć w wikipedii, ale jedna była dość oczywista, jako, że występowała w kreskówce Finding Nemo - mam na myśli Moorish Idol.


W czasie całego nurkowania dało się dostrzec zakopane w dnie tu i ówdzie patelnice niebieskoplame.

(zdj. Wikipedia)
Drugie nurkowanie trwało już nieco dłużej - 50 min i było też nieco płytsze 17,6m. Tym razem łódź przetransportowała nas na rafę koralową blisko plaży Bias Tegul, którą miałem okazję podejrzeć dzień wcześniej w czasie snorkelingu z plaży.

I tym razem najdziwniejsze stworzenia dopisały. Mała murena wstążkowa (Ribbon Eel) wystawiała z piasku niesamowicie barwny kawałek siebie, rozdziawiła pyszczek i liczyła na to, że żarcie przyjdzie samo.

(zdj. Wikipedia)
Był też jeszcze inny gatunek mureny, wyglądający nieco bardziej przerażająco, ale nie potrafię go teraz odnaleźć, była dość podobna do poniższej, jednak mniej nakrapiana.

(zdj. Wikipedia)
Na dużym wzgórzu porośniętym rozmaitymi koralami za jednym z nich udało się znaleźć dwie dobrze ukryte krewetki z rodzaju Lysmata.

(zdj. Wikipedia)
Pod koniec nurkowania na dnie spotkaliśmy jeszcze bardzo zieloną rozgwiazdę.

Podsumowując z nurkowań jestem bardzo zadowolony tym bardziej, że były to pierwsze nurkowania w tak ciepłych i atrakcyjnych biologicznie wodach.

Z dodatkowych spostrzeżeń organizacyjnych warto zwrócić uwagę na jedną rzecz: większość punktów nurkowych organizuje również wyjazdy do innych miejsc. Na Bali na przykład bardzo popularne są Tulamben, Secret Bay, Manta Point czy Mola-Mola. Natomiast trzeba mieć świadomość, że to są najczęściej wyjazdy planowane z wyprzedzeniem i w zasadzie ciężko znaleźć jest takie miejsce, w którym od ręki da się pojechać na taką wycieczkę. W przypadku mojego rozeznania to w wielu miejscach słyszałem, że jeszcze nie wiedzą kiedy będą jechać na przykład do Tulamben, a w punkcie, który ostatecznie wybrałem i nurkowałem wyjazd taki był organizowany dopiero za kilka dni. Warto brać to pod uwagę planując tutaj swoje podboje nurkowe. Druga sprawa to to, że część atrakcji jest sezonowa, tak jak na przykład słynne Mola-Mola, której tutaj ogląda się podobno głównie w sierpniu i wrześniu. Trzecia sprawa, to warto mieć świadomość, że nie wszędzie od razu trafimy na piękne widoki i takim miejscem jest Manta Point (stacja czyszcząca mant) gdzie czasem trafimy na jedną mantę, a czasem będą ich dziesiątki, co oczywiście wpływa na spektakularność widoków :).

Zamierzam jeszcze trochę tutaj ponurkować :).

PS. Z rzeczy zabawnych nasz pan kapitan w ramach opłaty dźwigał sprzęt na łódź. Jako, że ja mam balast zintegrowany + płytę, co łącznie ważyło ok. 9kg + butla pan kapitan spuchł :) i poprosił o wyjęcie jednak balastu. Z rozweseleniem przypomniałem sobie wtedy stosowane w Polsce twinsety ze zintegrowanym balastem, które jednak na łódź zanieść trzeba i z wody wyjąć :)...

2 komentarze:

  1. Czy napotykane zwierzaki mogły być groźne? W sensie, czy przewodnik ostrzegał przed jakimiś gatunkami? Czy po prostu zwierzaki olewają takie dziwne ryby jakimi są płetwonurkowie?

    OdpowiedzUsuń
  2. Generalnie ostrzegał przed celowym lub przypadkowym dotykaniem wybranych gatunków. W większości ryby te nie są zainteresowane człowiekiem jako potencjalną ofiarą, natomiast większość będzie się bronić, jeśli poczuje się zagrożona. I tak na przykład skrzydlice (lion fish), jeśli poczują, że zbliża się coś groźnego rozłożą kolce, które zawierają jad, co jest bardzo nieprzyjemne i konieczne jest podanie antybiotyku. Mureny natomiast też stronią od ludzi, ale niektórzy organizatorzy wpadają podobno na pomysł, żeby turyści karmili je z ręki. Niestety mureny nie widzą zbyt dobrze i mogą niechcący wręcz odgryźć palec, ponieważ mają bardzo ostre zęby i silne szczęki.

    Tak więc, jeśli się ryby nie prowokuje to raczej nie powinno być problemu. Należy też unikać dotykania rafy, bo te bestie potrafią się fantastycznie maskować, co może spowodować, że nurek dotknie ich zupełnie przypadkowo. Skrzydlicy na przykład w ogóle nie zauważyłem póki nie została pobudzona przez przewodnika, więc wierzę, że można jej dotknąć zupełnym przypadkiem.

    OdpowiedzUsuń