poniedziałek, 6 grudnia 2010

Londyn dzień drugi

Dzisiaj mamy lepsze nastawienie do tego miasta. No i kupiłem przejściówkę, dzięki czemu możemy coś napisać :).

Pierwsze odkrycie z rana: kadra sprzątająca nasz hotel to rodacy Polacy :), ale jakoś tak niechętnie się przyznają, nawet jak ktoś obok nich mówi po polsku. A propos hotelu, gdyby ktoś się tu wybierał to dwie przydatne wskazówki:
  1. Najbliższa stacja metra: Gloucester Road
  2. Trzeba szukać budynku, który nazywa się Baden Powell House (jest na mapach google'a). Inne adresy są trochę źle rozpoznawane i można pobłądzić.

Śniadania w hotelu (4GBP/person) są całkiem przyzwoite. Generalnie taki szwedzki stół z przyzwoitym wyborem - daje się najeść i napić. Styl kontynentalny.

Internet (8GBP/2 days) szczerze mówiąc do d.... Ze 20-30 minut spokojnego używania, a potem zaczyna rzęzić, pomimo, że niby no-limit. To z czego korzystamy to http://globalgossip.com. Pomysł jest nawet ciekawy, ale realizacja taka sobie. Daje się  korzystać, ale bez szaleństw.

Parę wrażeń z miasta. Wybraliśmy się dzisiaj trochę pozwiedzać. Trasa wyglądała tak:


Wyświetl większą mapę

Wycieczka dość fajna pomimo zimna (na szczęście nie ma śniegu). Ponieważ do nich Niemcy słabo dolatywali z bombkami w przeciwieństwie do Warszawy, to trzeba przyznać, że jeśli chodzi o różne pomniki, pałace i ogólnie zabytki to mają co pokazać. Buckingham Palace jest w zasadzie rozczarowujący, w dodatku słabo dostępny - zdjęć ze strażą królowej już się zrobić nie da - całość można pooglądać zza ogrodzenia. Fajny jest pomnik z fontanną przed pałacem.

Big Ben ciekawy, chociaż przy naszym PKiN to wcale taki Big nie jest ;), zresztą w porównaniu z okoliczną zabudową też nie jest taki wielki. Palace of Westminster, czyli siedziba tamtejszego parlamentu w sporej części niestety był w jakimś remoncie więc prezentował się mniej okazale, ale i tak trzeba przyznać, że obiekt jest olbrzymi.

Opactwo Westminsterskie wygląda całkiem fajnie, chociaż pewnie w czasie ciekawszej pogody wygląda fajniej, natomiast Katedrę Westminsterską minęliśmy wątpiąc czy to to. Ja się na architekturze nie znam, ale mi trochę meczet przypominała. Kopułki i ta wieża, nieco przypominająca minaret. Jedynie łacińskie napisy sugerowały, że to jednak katedra.

Pod koniec wycieczki wciągnęliśmy sobie makarony przy Horseferry Road i udaliśmy się pozwiedzać Victoria Station, skąd jutro odjedziemy na lotnisko Gatwick przy użyciu tamtejszego Gatwick Express. Ta stacja to wielgachny węzeł łączący w sobie metro i okoliczną bardzo rozbudowaną sieć kolei. Co nieustająco szokujące są tam 3 różne linie metra, pewnie ze 30 różnych linii kolejowych nie ma tam ŻADNYCH wind i ŻADNYCH podjazdów - wyłącznie schody. Tu 4 schodki, tam 20 schodków, a tu jeszcze 10. Poruszanie się tam z bagażami to jest zajęcie dla silnych i wytrwałych. Tego nie jestem w stanie zrozumieć. O tzw. disabled people już nawet nie wspominam i jeśli inwalidzi narzekają, że warszawskie metro jest niedostosowane, to współczuję znalezienia się w londyńskim.

Z Victoria Station wróciliśmy już do hotelu metrem, bo brakło nam już sił.

Będą jeszcze zdjęcia, ale niestety ten internet tutaj za 8GBP jest jednak gorszy niż sądziłem i nie da się nic wgrać na picasę. Może na Bali będzie lepszy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz