sobota, 11 grudnia 2010

Nasze mieszkanie w Ubud

Mieszkamy w miejscowości Ubud w czymś co nazywa się Tirta Arum Guest House i jest w zasadzie odpowiednikiem polskich pensjonatów. Są tutaj między innymi dwa takie mieszkanka:

http://www.villatirtaarum.com/ubud-guesthouse/tirta-arum-guest-house-photos-and-overviews/deluxe-arum.html

My wynajmujemy jedno z nich (numer 301) na parterze.

Dokładnie znajdujemy się w tym miejscu:


Wyświetl większą mapę

Jak się popatrzy na strony internetowe to oczywiście ceny są wysokie, bo 45 USD / dzień. Ale przy wynajmie długoterminowym (min. 1 miesiąc) można spokojnie stargować cenę. My za cały miesiąc zapłaciliśmy 5 mln rupii indonezyjskich. Na dzień dzisiejszy przelicznik jest taki, że 1USD = 9000 rupii, co oznacza, że za miesiąc płacimy ok. 550 dolarów, czyli cena za dzień to ok. 18 USD, czyli jakieś 40% wyjściowej ceny i tutaj jest to generalnie normalne, że przy dłuższym najmie obniżają ceny o połowę albo i więcej.

Wejście do całego Tirta Arum
Tirta Arum jest właściwie kompleksem kilku domków, w których są zazwyczaj po 2-3 mieszkania, które można sobie wynajmować. W Ubud jest co najmniej kilka analogicznych kompleksów. Do naszego wchodzi się przez bardzo bogato zdobiony portal, który jest dość często spotykany na wejściu do domów. Jest to taka zdecydowanie bardziej rozbudowana wersja polskiej furtki :) - całość jest zazwyczaj wykonana z drewna, rzeźbiona i bogato zdobiona, często farbą w kolorze złotym.


Drewniana komoda
i lustro
Mieszkanie jest bardzo ciekawe. Pokój jest bardzo ładny. Na podłodze są całkiem estetyczne płytki. W pokoju są: komoda, szafa, ogromne łóżko, duże siedzisko, stolik, szafka i wielkie lustro. Co ciekawe wszystko tutaj jest drewniane i dość ładnie wykończone. W Polsce do pensjonatów wrzuca się rozlatujące się meble z płyty wiórowej, tutaj natomiast wszystko jest w drewnie. Nie wiem czy to z potrzeby zapewnienia poczucia luksusu turyście czy też takie drewniane meble uznawana są tutaj za odpowiednik naszej płyty wiórowej. Tak czy inaczej pokój jest dość ładny.



Zupełnie nie przystaje natomiast do tego standardu łazienka, która jest dość brzydka i niezbyt czysta, ale podobno jak na standard balijski to mamy klasę średnią, jeśli nie wyższą wręcz. W łazience jest miniaturowa umywalka z ruszającym się, jeszcze bardziej miniaturowym kranem, bardzo nisko zamontowana wanna, która przechodziła renowację chyba 30 lat temu przy użyciu pędzla i farby. Plastikowy prysznic jest cały zakamieniony i leje na wszystkie strony. O tym, że mamy ponadstandardową łazienkę świadczą podobno dwie rzeczy: ciepła woda, która jest tutaj postrzegana raczej jako fanaberia białych turystów oraz kibelek ze spłuczką, bo standardem jest sama muszla, a do tego obok znajduje się rodzaj takiego pojemnika na wodę, z którego czerpakiem pobiera się wodę i spłukuje nią toaletę. Także ponieważ mamy automatykę, możemy czuć się wyróżnieni. Przez pierwsze 3 dni nie mieliśmy ciepłej wody, ale potem jakiś magik ponaglony sprawił, że woda się pojawiła. Zimna jest mimo wszystko jednak mało komfortowa jak na nasze subtelne białe dupska ;). Znajomi widzieli jak na wiosce ludzie myli się w czymś co można określić rynsztokiem, także to wyjaśnia stosunek Balijczyków do kąpieli i zachodnich fanaberii.

Ogrodowy Budda-fontanna
Przy domu mamy taras, który wychodzi na niewielki, ale bardzo ładny ogród z Buddą, który jest posągiem i fontanną jednocześnie. Maja codziennie rano biega do Buddy, chlapie się w wodzie i wyjmuje z niej kamyki, którymi karmi Buddę :). Taras jest wielofunkcyjny, bo stanowi nie tylko miejsce do posiedzenia i relaksu w zieleni, ale jest również kuchnią. Na tarasie znajduje się mały blat, w który wstawiony jest zlew z kranem z zimną wodą i tak oto powstaje kuchnia :).



W mieszkaniu jest również klimatyzacja co ma swoje zalety w okresie adaptacji do tutejszego klimatu.

Więcej zdjęć można obejrzeć pod adresem:
http://tnij.org/je45

Z cyklu porady wujka Zdzisia: gdyby ktoś planował wizytę na Bali, to wybierając mieszkanie trzeba wziąć kilka rzeczy pod uwagę:
  1. Łazienki są inne niż europejskie. Jeśli to ważny punkt to trzeba się upewnić, że będzie ciepła woda, prysznic i toaleta ze spłuczką.
  2. Kuchnie też są raczej doprowadzone do absolutnego minimum. Zazwyczaj jest to tylko zlew z zimną wodą i lodówka, często bardzo małych rozmiarów. Zazwyczaj da się na miejscu zorganizować podłączenie kuchenki gazowej, chociaż osobiście wydaje mi się, że przy cenach posiłków w restauracjach (1-10USD) to szkoda zachodu na zabawę w kuchnię. Takie kuchenne minimum zupełnie wystarcza do zjedzenia tutejszych owoców.
  3. Domy budowane są na różne sposoby i warto mieć tego świadomość. Najlepszy wybór to dom murowany i normalny sufit. Bardzo częste są sufity bambusowe, co podobno jest tragiczne zwłaszcza w okresie deszczowym, ponieważ potwornie wzmaga zaduch, który i tak jest.
  4. Moim zdaniem koniecznością jest minimum wiatrak na suficie lub klimatyzacja. Wiatrak jest zazwyczaj dość skuteczny, więc ewentualny brak klimatyzacji nie jest problemem, ale jedno lub drugie raczej musi być, ponieważ tutejszy klimat jest specyficzny, zwłaszcza w porze deszczowej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz