Balijczycy praktycznie codziennie, a często nawet dwa razy dziennie, składają ofiary w postaci niewielkich ilości różnych pokarmów i kwiatów. Ofiary rozkładane są w bardzo wielu miejscach - na schodach, przy wejściach, przy posążkach na środkach transportu, w specjalnych wnękach rozmieszczonych w różnych miejscach. Ofiary wynikają z wiary w to, że bóstwa mogą mieszkać w każdej żywej istocie - mrówce, myszy, psie, kocie... I zazwyczaj te stworzenia właśnie korzystają z ofiar. Jednym ze stworzeń pochłaniającym ofiary, w szczególności małe krakersy jest Maja.
| Pojedyncza ofiara |
| Większość domów ma specjalny "domek"/wnękę, w którym składane są takie ofiary. |
| Ważniejsze bóstwa i demony przy świątyniach obdarowywane są bardzo hojnie. |
| 4 sztuki penjor wzdłuż ulicy Tirta Tawar |
![]() |
| Balijczycy w czasie Kuningan |
Poza tymi świętami jest mnóstwo lokalnych świąt, w których biorą udział poszczególne rodziny lub społeczności. Małe dzieci (do 1 roku) na przykład są poddawane obrzędom religijnym co 3 miesiące od urodzenia, aż do ukończenia 1 roku.
Świętowanie odbywa się zazwyczaj w tutejszych świątyniach. Każda wioska ma zazwyczaj 3 swoje świątynie:
- Pura Puseh - świątynia pochodzenia czy też świątynia przodków i poświęcona jest założycielom osady. Zawsze zlokalizowana jest na końcu wioski określanym Kaja skierowanym w stronę gór.
- Pura Desa - świątynia w centrum wioski, poświęcona duchom sprawującym opiekę nad mieszkańcami
- Pura Dalem - świątynia poświęcona zmarłym, zwykle ma również cmentarz. Zlokalizowana zazwyczaj na końcu wioski nazywanym Kelod skierowanym w stronę morza. Poświęcona jest Siwie - bogowi stworzenia i zniszczenia.
Poza tym świątynie swoje mają poszczególne rodziny, klany, wioski, są też świątynie o znaczeniu globalnym jak również świątynie królewskie i królewskich rodów. Nie dziwi więc, że liczba tych świątyń szacowana jest na 10 000.
Wszystkie świątynie mają kilka cech wspólnych:
- W zasadzie są to duże place pod gołym niebem. Na placach rozmieszczone są swego rodzaju wiaty z dachem o różnym przeznaczeniu.
- Świątynie zawsze są bardzo bogato zdobione, w szczególności rzeźbieniami.
- Są praktycznie stałe reguły wstępu do świątyni: należy się odziać przyzwoicie, najczęściej trzeba założyć sarong, czyli taką dużą chustę którą trzeba się owinąć w pasie. Na teren świątyni nie może wchodzić nikt krwawiący, w tym również kobiety w czasie menstruacji - krew nie może występować na świętej ziemi.
Pierwsza świątynia jaką widzieliśmy na Bali, znajdowała się w Monkey Forest. Była to Pura Dalem. Schemat świątyni dobrze pokazuje mapa na stronach Monkey Forest. Okazałość poszczególnych elementów widać na zdjęciu przedstawiającym Kori Agung, czyli bramę wejściową na najważniejszy, wewnętrzny plac świątyni, gdzie składane są ofiary.
Drugą odwiedzoną świątynią była Pura Goa Gajah (WGS-84: -8.52322, 115.287781). Goa Gajah można przetłumaczyć jako Jaskinia Słonia. Pochodzenie nazwy świątyni nie jest do końca jasne, jako, że słonie nigdy naturalnie na Bali nie występowały, chociaż teraz można się tu na nich nawet przejechać. W niektórych materiałach spotkałem informację, że nazwa pochodzi od skojarzenia jednej z rzeźb z wizerunkiem słonia, jakie mieli holenderscy kolonizatorzy. Nasz przewodnik lokalny twierdził natomiast, że nazwa pochodzi od nazwy pobliskiej rzeki, która też nazywana jest rzeką słonia. A samej świątyni znaleźć można posążki Geneshy, który jest bóstwem o ciele człowieka, ale głowie słonia, więc coś musi być na rzeczy.
Świątynia jest bardzo nietypowa z niezwykłą historią. Głównym elementem świątyni jest właśnie jaskinia. Wejście do jaskini ozdobione jest wieloma rzeźbieniami. Sama jaskinia jest natomiast dość mała, ma liczne wnęki, w których podobno medytowali Balijczycy. Obok tych wnęk znajdują się małe otworki, w których umieszczany był ogień oświetlający grotę.
Wewnątrz jaskini znajdują się trzy lingamy symbolizujące bogów Brahma, Wisznu i Siwa. Po dziś dzień Balijczycy przynoszą w to miejsce ofiary.
Oprócz jaskini na terenie kompleksu znajduje się świątynia używana do kąpieli pierwotnie członków rodziny królewskiej, później przez mieszkańców wyspy. Ciekawostką jest to, że woda do sadzawek świątynnych wlewa się z dzbanów 6 postaci, których imionami są nazwy 6 hinduskich rzek.
Ostatnią i moim zdaniem największą wizualną atrakcją są ruiny świątyni buddyjskiej, która prawdopodobnie była pierwszą budowlą w tym miejscu.
Przy świątyni znajdują się całkiem atrakcyjne tarasy ryżowe, na których uprawiana jest specjalna odmiana ryżu. Standardowy ryż balijski można zbierać raz na 6 miesięcy. Ten ryż natomiast zbierać można 3 razy do roku - jak widać księża wszędzie mają lepiej ;).
Cały kompleks świątynny ma bardzo ciekawą historię. Jest on bardzo stary, bo wspomina o nim jawajski poemat z 1365 roku. Natomiast w przeszłości został on całkowicie zasypany w czasie jednego z trzęsień ziemi i świątynia kąpieli została ponownie odkryta dopiero w latach 50' XX wieku.
Więcej zdjęć z Goa Gajah.
Trzecia świątynia z kolei, to Gunung Kawi (WGS-84: -8.423078, 115.3125), co tłumaczone jest jako Góra Poetów. Wybraliśmy się tam 24 grudnia, w ramach akcentu świątecznego. Zbyt wiele nie potrafię napisać na temat tej świątyni :) - na pewno jest bardzo malowniczo usytuowana. Na jej teren prowadzi 370 schodów w dół, co jest banalne do pokonania - zdecydowanie gorzej jest jeśli chodzi o powrót, zwłaszcza jeśli dobrze grzeje słonko. Najciekawszym elementem są rzeźbione w skałach, wysokie na 7 m... kapliczki? Trudno mi powiedzieć co to dokładnie jest.
Więcej zdjęć z Gunung Kawi.
Czwarta odwiedzona świątynia to Pura Kehen (WGS-84: -8.441719,115.357904). Żeby się do niej dostać przejechaliśmy 26 grudnia kawał drogi na naszym motorbike'u. Świątynia z zewnątrz prezentuje się dość ładnie, chociaż obecni na miejscu autochtoni chcący pieniędzy za wszystko. W pewnym momencie stają się na prawdę irytujący. Z taką nachalnością nie spotkaliśmy się nigdzie indziej. Szczytem była starowinka, która dała nam dwa urwane z drzewa kwiatki i chciała za to kasę. Drugim ewenementem był Pan z punktu wypożyczania sarongów, który chciał obowiązkowe donation na restaurację świątyni, chociaż mieliśmy podejrzenia, że to będzie raczej darowizna na rzecz jego portfela. Szczęśliwie mieliśmy własne sarongi, więc rozmowa szybko się ucięła.
W środku było już trochę mniej atrakcyjnie, chociaż główna atrakcja 11-warstwowe meru (dach specjalnej konstrukcji) prezentowało się całkiem okazale.
Były również antyki fałszywe, zrobione chyba przez Pana Zdzisia ;).
Zwiedzanie nie trwało długo, zajęło nam może godzinę. Koszt wstępu to 12 000 IDR/osoba dorosła. Jeśli mieszka się daleko od tej atrakcji, to myślę, że można ją odpuścić jako jedną z mniej ciekawych, co w połączeniu z uciążliwością autochtonów w tym miejscu dodatkowo zniechęca. Na szczęście kiedy wychodziliśmy, właśnie podjechał cały samochód turystów, więc miejscowi uznali ich za lepszy kąsek :).
Więcej zdjęć Pura Kehen.
PS1. Mamy w planach odwiedzić jeszcze co najmniej 2 świątynie - jeśli się to uda, zapewne powstanie część druga relacji.
PS2. Właśnie kiedy pisałem tego posta moja pomysłowa córka wpadła do oczka wodnego... dzieci na prawdę nie można nawet na chwilę spuścić z oka...





Wreszcie trochę niebieskiego nieba na zdjęciach w tych 3 galeriach. :)
OdpowiedzUsuńStaram się jak mogę, specjalnie dla Was :). Wczoraj na sylwestra mieliśmy tu niezłą burzę :) - takiej ostrej to chyba jeszcze nie było.
OdpowiedzUsuń