niedziela, 5 grudnia 2010

London welcomes

Wylądowaliśmy. Lot generalnie udany. Nasza córa zniosła go bardzo przyzwoicie. Mama też :). LHR to generalnie wielgachne lotnisko, ale na szczęście dość dobrze opisane więc nie było dużego problemu z odnalezieniem się. Spory pozytyw to to, że bezpośrednio z lotniska odchodzi metro. Z negatywów to to, że jest dość mało estetycznie, jest raczej brudnawo, szarawo i ogólnie niezbyt ładnie. Całe lotnisko jest prawdę mówiąc średnio dostosowane do przewożenia sporej ilości bagażu.


Jeszcze tego nie obczailiśmy, ale tutejsze metro jest dość średniowieczne. Nie znaleźliśmy wind, tylko wszędzie trzeba było pchać się schodami, co o mało nas nie wykończyło nerwowo i fizycznie. Jutro idziemy zbadać temat, bo internet twierdzi, że przynajmniej na niektórych stacjach są windy. Ogólnie metro, to szczerze mówiąc w Warszawie oczywiście mniejsze, ale fajniejsze, bardziej nowoczesne. Małżonka nawet jest gotowa przeprosić warszawskie metro za narzekanie na dostępność wind i sposób opisania dotarcia do nich. Jedynie co mi się podobało w wagonach to to, że zaraz przy wejściu było wydzielone miejsce, w dużej ilości, na bagaże.

Ulice opisane są dość kiepsko - ustalenie na jakiej jest się ulicy jest chyba jeszcze trudniejsze niż w Warszawie.

Mieszkamy tutaj:
http://www.meininger-hotels.com/index.php?id=70&L=7

Znalezienie tego miejsca nie było banalne dzięki kiepskim opisom ulic, pomimo, że było to blisko naszej stacji metra. W dodatku chodzenie po londyńskich chodnikach z bagażem typu 68 kg + 1 niemowlę do najłatwiejszych nie należy. Jak ktoś uważa, że Warszawa jest rozkopana, to jakby tu wpadł to szybko by Warszawę przeprosił :).

Na całe szczęście zdarzyły się dwie rzeczy:
  1. Nie padał tutaj śnieg.
  2. Londyńczycy starali się być bardzo pomocni. Dzięki pewnym miłym ludziom doturlaliśmy się do hotelu - pomogli nam donieść bagaże (uprzednio wprowadzając nas w błąd :)). Ogólnie ludzie tutaj starają się być bardzo pomocni.
Sam hotel to raczej hostel. Pokoiki są malutkie, łazienki jeszcze mniejsze. Ale generalnie jest czysto i przyjaźnie. Zaleta podstawowa jest taka, że jesteśmy nieomal w centrum, a dwie doby x2 osoby kosztują tutaj 127GBP, czyli jak na możliwości Londynu niewiele. No i jest zaskakująco cicho.

Niestety dałem ciała i nie posiadam przejściówki do wtyczek, bo oczywiście Brytyjczycy muszą mieć wszystko inaczej, może kupimy jutro. A jak nie, to nie wiem czy będą kolejne relacje.

Jesteśmy wykończeni i idziemy spać. Kolejne relacje może jutro.

PS. 25 mln zł z sobotniego lotto niestety nie jest moje :(. Trafiło się komuś innemu - farciarz.

PS2. Jakże cudownie, że człowiek nie olewał w dzieciństwie angielskiego - o ileż prostsze jest dzięki temu życie... Trudne do opisania ułatwienie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz