No i już (niestety) jesteśmy w Polsce. Wylądowaliśmy w środę późnym wieczorem po 24-godzinnej podróży. Sama podróż odbyła się bez większych problemów za wyjątkiem tego, że nasza córa dostała biegunki na 2 dni przed wyjazdem, co trochę utrudniło całą podróż.
Muszę przyznać, że w lotnisko Denpasar mnie denerwuje. Zaraz po wejściu namierzył nas jakiś koleżka z napisem security i dopytywał czy zamknęliśmy bagaże. Nieco się zdziwiłem, bo z tego co wiem to właśnie nie należy zamykać bagaży, bo czasem zdarza się, że są jeszcze dodatkowo sprawdzane, ale odpowiedziałem zgodnie z prawdą, że nie. Pan się zmartwił i powiedział, że musimy zamknąć. Zapytał czy mamy zamki, więc znowu zgodnie z prawdą odpowiedziałem, że nie. Pan nas z radością zaprowadził do innego pana, który miał takie beznadziejne małe kłódeczki otwieralne spinaczem po jedyne 6USD. Z perspektywy stwierdzam, że to chyba jakiś pan Gieniu ze szwagrem mają taki sprytny koncept na naciąganie turystów, bo Pani przy nadawaniu bagaży nic nie wiedziała o obowiązku zamykania bagaży. W dodatku za napój izotoniczny dla córki z biegunką zapłaciłem 40k Rp (zamiast 4k Rp, czyli 15 zł zamiast 1,5zł). Co jeszcze bardziej irytujące okazało się, że nie możemy wnieść tego napoju na pokład, czyli w sumie wyrzucone pieniądze.
Ogólnie jest to irytujące lotnisko, na którym jest mnóstwo naciągaczy i trzeba bardzo uważać, tym bardziej, że działają dość sprytnie.
W Polsce mieliśmy odrobinę szczęścia, bo oczywiście, jak to ujął nasz przyjaciel Marcinek, na wiwat dla nas zaczął sypać śnieg na chwilę przed przylotem. Odrobina szczęścia polegała w tym przypadku na tym, że byliśmy ostatnim samolotem, który wylądował na Okęciu zanim zarządzona została godzinna przerwa na sprzątanie płyty lotniska.
Wykończeni i niewyspani powróciliśmy do domu, a widok obecny całą drogę za oknem przypominał nam, dlaczego tak się cieszyliśmy na wyjazd do ciepłego kraju... Od kilku dni próbujemy się zaadaptować do nowej-starej strefy czasowej. Na razie nie do końca skutecznie. Na szczęście nasza Maja zdołała się już prawie przestawić na spanie we własnym łóżeczku.
Jedyny pozytyw powrotu jest taki, że mamy tu lepszy Internet i będziemy mogli uzupełnić bloga :).
PS. Jakie to dziwne znowu słyszeć polski i rozmawiać w tym języku z innymi ludźmi. A to tylko 1,5 miesiąca...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz