Ponieważ razem z naszymi przyjaciółmi - Mirkiem i Kasią była nas już czwórka chętnych to zaproponowane ceny były do przyjęcia. Myślę, że gdyby poświęcić trochę czasu na poszukiwania można by znaleźć jeszcze tańsze oferty. Warto też pochodzić po Ubud, ponieważ są tu stacjonarne punkty, które również oferują analogiczne wycieczki. W większości miejsc można sobie skomponować własną wycieczkę.
Nasza miała ostatecznie następujące punkty:
- Taman Ayun - świątynia królewska,
- Pura Ulun Danu Bratan - świątynia na wodzie,
- Jatiluwih - tarasy ryżowe,
- Butterfly Park - park motyli,
- Tanah Lot - świątynia o zachodzie słońca.
Napisałem "ostatecznie", ponieważ pierwotnie miał być jeszcze jeden punkt, ale niestety brakło na niego czasu.
Ruszyliśmy o godzinie 9 i już wkrótce byliśmy w pierwszym punkcie naszej wycieczki.
Ruszyliśmy o godzinie 9 i już wkrótce byliśmy w pierwszym punkcie naszej wycieczki.
Taman Ayun to świątynia królewska władców królestwa Mengwi. Było to królestwo obejmujące niewielki fragmencik wyspy - na Bali panowało wielu królów jednocześnie. Sama świątynia jest zamknięta dla turystów - można ją sobie obejść dookoła i ewentualnie wejść na wieżę, która wydawała się być dzwonnicą. Świątynia prezentuje się dość ładnie, w szczególności atrakcyjnie wyglądają liczne i dość okazałe meru (wielowarstwowe daszki).
![]() |
| Główne wejście do świątyni |
![]() |
| Imponujące meru |
![]() |
| Kanał wodny otaczający świątynię |
Pura Ulun Danu Bratan to malownicza świątynia na wodzie. Niestety malowniczość zdecydowanie maleje w dni kiedy pada deszcz, co nas spotkało. Mżonka napaliła się by zobaczyć to miejsce, po obejrzeniu zdjęć jakie zrobili Mirek z Kasią będąc tu przed nami, na początku swojego pobytu. W związku z tym zdecydowaliśmy się tutaj przyjechać - Mirki po prostu zaczekały na nas, aż sobie pozwiedzamy.
Świątynia jest rzeczywiście malownicza i w czasie dobrej pogody, a w szczególności w czasie wschodów i zachodów Słońca jest to bardzo wdzięczny obiekt do fotografowania. Obiekt jest znany jako świątynia na wodzie, ponieważ jego fragment, ten najbardziej malowniczy, zlokalizowany jest na jeziorze Bratan. Pozostała część świątyni przewyższa poziom jeziora o jakieś 10 cm, dzięki czemu, jeśli na jeziorze powstaną najmniejsze choćby fale woda wlewa się do pozostałej części budowli.
Kiedy dotarliśmy na miejsce, okazało się, że jest sporo zwiedzających (pewnie sylwestrowicze z pobliskiej Australii), a także jest sporo tubylców, ponieważ właśnie odbywa się jakaś uroczystość. Po jej zakończeniu mogliśmy trochę pozwiedzać.
![]() |
| Tubylcy kończą ceremonię i wychodzą ze świątyni |
![]() |
| Część świątyni na wodzie |
![]() |
| Zbliżenie mniejszego, umiejscowionego z tyłu fragmentu |
Świątynię otacza ciekawy ogród, stylem przypominający nieco ogrody japońskie. Ogród jest starannie pielęgnowany i prezentuje się na prawdę ładnie. Co intrygujące, to ktoś na jego terenie ustawił dość kiczowate zwierzątka :), ale jakoś nie rażą one tak bardzo.
Zwiedzanie zajęło nam ok. 30 minut. Bilety w cenie 10 000 Rp. / osobę. Nieco zmoknięci wróciliśmy do samochodu, aby udać się do następnego punktu naszego programu.
Jatiluwih to wioska o bodaj najpiękniejszych tarasach ryżowych na całym Bali. Widzieliśmy sporo tarasów, w różnych miejscach wyspy, ale te robią zdecydowanie największe wrażenie - dzieje się tak zapewne ze względu na ukształtowanie terenu, na którym położona jest wioska - liczne wzniesienia i doliny. Na początku ogarnęło nas zdziwienie, że, aby wjechać na teren wioski trzeba nabyć bilet w cenie 10 000 Rp. za osobę, jednakże przy takich widokach nie jest to dziwne, że miejscowi postanowili zarabiać na turystach.
W tutejszym warungu zrobiliśmy sobie przerwę i zjedliśmy obiad. Smakowitość i cena raczej w okolicach przeciętnej.
Czas zwiedzania tego obiektu zdecydowanie zależy od potrzeby napatrzenia się oraz od potrzeby zrobienia ciekawych ujęć.
Stąd udaliśmy się w kierunku kolejnego punktu naszej wycieczki, czyli Butterfly Park. To miejsce było na tyle atrakcyjne, że poświęciliśmy mu połowę osobnego posta, więc nie będziemy już powtarzać tutaj spostrzeżeń na temat tego miejsca.
Ponieważ czasu zostawało coraz mniej - w końcu planowaliśmy zachód Słońca w malowniczym Tanah Lot - udaliśmy się tam zaraz po wyjściu z parku motyli.
Tanah Lot to ważna świątynia stanowiąca element łańcucha siedmiu świątyń morskich otaczających wyspę. Cała świątynia wyrzeźbiona jest w w skalistej wysepce na oceanie (Tanah Lot po balijsku oznacza "Ląd w Morzu"). Z uwagi na swój rozmiar i narzędzia dostępne w XV wieku, kiedy to była rzeźbiona, trzeba przyznać, że robi wrażenie. Obiekt oprócz znaczenia religijnego ma duże znaczenie turystyczne. Za wstęp płaci się 10 000 Rp. za osobę. Na terenie świątyni jest mnóstwo straganów, których nie da się ominąć idąc do świątyni. Można powiedzieć, że jest tam cały, pokaźnych rozmiarów bazar. Ogrom turystów, który spotkaliśmy potwierdza, że całe przedsięwzięcie prosperuje bardzo dobrze.
![]() |
| Przykład masy turystów |
![]() |
| A turyści patrzą na to - Pura Tanah Lot |
W wielu miejscach są tłumy turystów wyczekujące zachodu Słońca. Jednakże najlepsze miejsca zarezerwowane zostały pod restauracje, w których można usiąść i podziwiać widoki. "Restauracje", to zresztą o dużo za dużo powiedziane. Kiedy wybraliśmy sobie miejsce pojawił się pan, który chciał przyjąć zamówienie. Na pytanie o kartę powiedział, że jedzenia to on nie ma, są tylko napoje. Chcieliśmy klasycznie soki, ale pan odradził, że są niezbyt dobre. Ostatecznie okazało się, że do dyspozycji są kokosy w cenie 20 000 Rp. (normalnie 10 000 Rp.) oraz coca-cola w puszkach 0,33 w tej samej cenie (normalnie po 5 000 Rp.). Wniosek z tego był prosty - trzeba wnieść opłatę za oglądanie w spokoju, a w ramach opłaty można dostać prosty napój :). Ostatecznie transakcja jest chyba jednak korzystna biorąc pod uwagę liczbę ludzi w innych miejscach. Ostatecznie nasza miejscówka widokowa prezentowała się tak:
Ponieważ jest to skała na oceanie, to bardzo często dzieje się coś takiego:
Niestety ma to niszczący wpływ na świątynię, która jaki czas temu stała się obiektem zagrożonym całkowitym zniszczeniem. Na szczęście z pomocą Balijczykom przyszedł wtedy bratni naród japoński oferując $130 mln pomocy oraz wsparcie technologiczne. Dzięki temu świątynia jest zabezpieczona.
Niestety nam pogoda zupełnie nie dopisała i zachód Słońca był zupełnie nieatrakcyjny - zbyt duże zachmurzenie, więc niestety czytelniku, ale możesz się rozkoszować jedynie zdjęciami w wikipedii (tudzież innych miejscach Internetu).
Po zlustrowaniu przez dziewczyny miejscowego bazaru oddaliliśmy się do samochodu, którym Pan Gusti odwiózł nas do Ubud, co zakończyło nasz dzień około godziny 21. Pan Gusti pobrał opłatę łączną w wysokości 450 tys. Rp. co było naszym ostatnim kosztem.
Podsumowując pomysł takiej wycieczki nam się podobał - brak stresu związanego z prowadzeniem samochodu i efektywne wykorzystanie czasu, bo się nie gubimy w trasie, to chyba dwie największe zalety tego pomysłu. Wadą jest oczywiście koszt, ale przy większej grupie osób zaczyna on tracić na znaczeniu.














Czy figurka orzełka z przerażonym wyrazem dzioba miała z drugiej strony palący się patyk wetknięty w kuper tegoż orzełka? Pasowałoby do wyrazu dzioba...
OdpowiedzUsuń